Porady – jak robić zdjęcia makro
Jest to opcja najłatwiejsza i
najszybsza w użyciu, lecz przy tym najdroższa. Są to zasadniczo normalne
obiektywy, których soczewki można jednak bardzo wysunąć w stronę
fotografowanego obiektu; poza tym zwykle dają obraz doskonałej
jakości, a przy tym jaśniejszy niż w przypadku pozostałych opcji.
Na czym to polega? Aby fotografowany obiekt mógł zostać
odwzorowany dokładnie w skali 1:1 (a więc rzeczywisty
rozmiar tego obiektu i jego obrazu na matrycy aparatu
fotograficznego lub filmie będą takie same), to jego odległość
od środka układu optycznego obiektywu musi się równać ogniskowej
obiektywu. Kiedy przykładowo fotografujemy obiektywem o
ogniskowej 55mm, przedmiot powinien znajdować się w odległości
55mm od obiektywu, a jeśli jest to obiektyw o ogniskowej 105mm,
to przedmiot powinien być od niego odsunięty o 105 mm, itd. Nie
liczy się tu wielkość matrycy aparatu cyfrowego lub rozmiar
klatki filmu. Jest to zasada ogólna - odnosi się do wszystkich
obiektywów i wszystkich aparatów.
Używając obiektywów dedykowanych specjalnie do wykonywania zdjęć
makro można w pełni korzystać z pełnego zakresu automatyki
pomiaru światła i ostrości. Najpopularniejsze obiektywy makro
mają ogniskowe, które zawierają się w przedziale od 50 do 105mm.
Także niektóre zoomy umożliwiają ustawianie ostrości dla detalu
makrofotograficznego - choć zazwyczaj nie będzie to już wtedy
skala odwzorowania 1:1. Osoby korzystające z obiektywów
stałoogniskowych mogą na przykład używać obiektywu makro o
ogniskowej 50mm również jako obiektywu standardowego (naturalnie
odnosi się to tylko do posiadaczy cyfrowych lustrzanek z matrycą
o wielkości odpowiadającej klatce filmu małoobrazkowego – 24x36
mm). Dla użytkowników pozostałych lustrzanek cyfrowych z
mniejszymi matrycami, ta ogniskowa będzie już nieco zbyt długa
jak na standard.
Jeśli zamierzamy robić dużo makrofotografii i będzie to dla nas
waży motyw zdjęć, zdecydowanie warto zainwestować w obiektyw
makro. Ceny bardzo dobrych jakościowo obiektywów do zdjęć makro
(np. Tamron SP AF 90 mm F/2.8 Di, Sigma AF 50mm f/2.8 EX macro
DG, Tokina AF 100mm f/2.8 AT-X Pro D macro) wahają się w
okolicach 1500zł. Nie można też stwierdzić, aby były gorsze od
często dużo droższych obiektywów makro 1:1 firm takich, jak
Canon, Nikon czy Olympus. Natomiast fotografowie chcący
zainwestować w obiektyw makro o dłuższej ogniskowej (np. 180 lub
300 mm), pozwalający na robienie zdjęć w skali 1:1 ze sporej
odległości od fotografowanego motywu, będą musieli wydać kilka
tysięcy złotych. Warto poszukać używanego obiektywu przez
Internet, będzie sporo tańszy i zapewne w bardzo dobrym stanie.
Obydwa te rodzaje akcesoriów
działają w jednakowy sposób: oddalając obiektyw od płaszczyzny
matrycy aparatu, pozwalają zwiększyć skalę odwzorowania. Trochę
niewygodne rozwiązanie, lecz tanie, a używając dobrego obiektywu
stałoogniskowego uzyskamy obraz wysokiej jakości. Mieszki i
pierścienie powodują jednak straty światła (im większa odległość
między obiektywem a aparatem, tym strata światła będzie większa).
Jednak wraz z tymi stratami światła głębia ostrości niestety
pozostaje taka sama.
Także i sam pomiar światła staje się utrudniony – nie możemy
korzystać z pełnej automatyki pomiaru - najlepiej pracować z
aparatem w trybie manual i przysłonę ustawiać na obiektywie
ręcznie zgodnie ze wskazaniami światłomierza. Podobnie ostrość
będziemy ustawiać manualnie, co w przypadku makrofotografii ma
akurat sporo zalet. Tylko nieliczne, dedykowane dla
poszczególnych obiektywów rozwiązania tego typu pozwalają na
zachowanie automatyki pomiaru światła i ostrości. Zazwyczaj w
tym miejscu spotykamy się ze sprzętem o bardzo prostej
konstrukcji - są to nieskomplikowane mechanizmy wysuwające
obiektyw przed aparat i nie przepuszczające światła.
Należy także wziąć pod uwagę, że im dłuższa ogniskowa obiektywu,
tym więcej należy założyć pierścieni pośrednich lub dalej
wysunąć mieszek, aby zachować tę samą skalę odwzorowania, co
przy obiektywie krótszym.
Stanowią najtańszą opcję,
pozwalającą jednak osiągać zadowalające efekty optyczne. Jest to
jedyne z omawianych rozwiązanie, które można stosować w
przypadku większości aparatów kompaktowych, których
obiektywy są niewymienne. Są to soczewki powiększające o różnych
krotnościach powiększenia, przykręcane z przodu obiektywu jak
filtry. Dodatkowo można je ze sobą łączyć w celu spotęgowania
powiększenia. Trzeba jednak pamiętać, że im więcej warstw
dodatkowego szkła (lub plastiku w przypadku najtańszych soczewek
powiększających!) znajdzie się przed obiektywem, tym gorszej
jakości otrzymamy obraz. Dla chcących otrzymywać obraz o
najwyższej jakości technicznej takie soczewki nasadkowe nie są
najlepszym rozwiązaniem.
Jednak gdy chcemy sfotografować bardzo mały obiekt, np. mrówkę,
sam obiektyw makro o skali odwzorowania 1:1 nie wystarczy –
wtedy można założyć na niego dodatkowo soczewkę(-ki) do
makrofotografii.
Niezależnie od stosowanego przez nas
rozwiązania optycznego, kiedy robimy zdjęcia makro należy brać
pod uwagę, że im bliżej fotografowanego przedmiotu znajduje się
obiektyw, tym mniejszą uzyskamy głębię ostrości. W miarę
możliwości ustawmy fotografowany przedmiot tak, aby cały albo w
większości mieścił się w płaszczyźnie ostrości. Chcąc mieć w
kadrze jak najwięcej ostrości musimy stosować jak najmniejszy
otwór względny przysłony (czyli raczej f/11-f/16 zamiast f/2.8
czy f/3.5). Warto przy tym pamiętać, że zwykle obiektywy „rysują”
najlepiej przy przysłonie w okolicach f/8. Wartości przysłony
wyższe od f/16 (a obiektywy makro mają często nawet przysłonę
f/32) powodują zauważalne pogorszenie jakości obrazu.
Jednak nie zawsze duża głębia ostrości w makrofotografii jest
fotografowi potrzebna. Bardzo często chcemy mieć ostry tylko
jeden fragment obrazu (np. pojedynczy kwiat lub jego fragment),
a pozostałą część kadru wolimy pozostawić jako rozmyte tło.
Wtedy naturalnie nie przysłaniamy mocno obiektywu, lecz staramy
się tak manewrować aparatem, aby wybrany obiekt znalazł się w
wąskiej płaszczyźnie ostrości, a pozostałe elementy tła jak
najdalej od niej. Najlepiej starać się ustawić aparat tak, aby
interesujący nas element znajdował się równolegle do matrycy
aparatu fotograficznego. Początkowo wydaje się to dość trudne,
jednak szybko przestaje.
Poszukując najlepszego kadru najlepiej początkowo trzymać aparat
w ręku i dopiero, gdy znajdziemy najlepszą pozycję aparatu wobec
fotografowanego przedmiotu, staramy się dokładnie w tym samym
miejscu ustawić aparat na statywie.
Najprawdopodobniej tylko
fotografujący „robale” nie zgodzą się ze stwierdzeniem, że bez
dobrego statywu trudno w ogóle mówić o uprawianiu
makrofotografii. Poszukiwania dostatecznie dużej głębi ostrości
wiążą się z koniecznością mocnego przysłaniania obiektywu, a to
z kolei często uniemożliwia fotografowanie z ręki z powodu
niedostatecznej ilości światła. W przypadku makrofotografii czas
naświetlania jest przeważnie znacznie dłuższy od innych rodzajów
zdjęć. Dodatkowo w tej dziedzinie fotografii najmniejsze
przesunięcie aparatu lub samego fotografowanego obiektu powoduje
nie tylko zmianę kadru, lecz przede wszystkim gwałtowną utratę
ostrości.
Statyw powinien być dostatecznie ciężki, tak aby zamocowanym na
nim aparatem nie poruszył podmuch wiatru (bo to może spowodować
zmianę kadru; oczywiście staramy się uruchamiać spust migawki,
gdy wiatr nie wieje). Waga statywu jest też ważna, ponieważ
fotografując w terenie często stawiamy statyw na miękkim podłożu,
które może nie zapewnić dostatecznej stabilności. Jeśli jednak
statyw będzie dostatecznie ciężki, a jeszcze dodatkowo mocno go
dociśniemy podczas stawiania na podłożu, to powinno wystarczyć.
Statyw też powinien umożliwiać zarówno stabilne umocowanie
aparatu tuż nad ziemią, jak i na wysokości oczu fotografującego
stojącego w pozycji wyprostowanej.
Głowica statywu powinna umożliwiać poruszanie aparatem we
wszystkich kierunkach przy zapewnieniu stabilności. Jej
parametry powinny odpowiadać całkowitej wadze aparatu wraz ze
wszystkimi zamontowanymi na nim akcesorami do wykonywania zdjęć
makro. Ze względu na częstą konieczność utrzymywania kadru bez
najmniejszych poruszeń, w makrofotografii odradza się stosowania
monopodów.
Nie musimy się martwić, jeśli nie możemy sobie pozwolić na
najwyższej jakości, drogi statyw. Jak w każdym innym rodzaju
fotografii najważniejsze są umiejętności i wyczucie fotografa, a
w dalszej kolejności matryca aparatu i obiektyw.
Stosując długi czas naświetlania nie
możemy dotykać spustu migawki aparatu ręcznie, ponieważ nawet
jeśli mamy masywny statyw, to i tak przeniesiemy drgania na
aparat. Dlatego należy stosować samowyzwalacz - najlepiej zdalny,
gdyż pozwoli nam na zrobienie zdjęcia w dokładnie wybranym
momencie (czynnik wiatru jest w tym miejscu niebagatelny). Jeśli
nie mamy zdalnego samowyzwalacza, najlepiej ustawić ten
wbudowany, przy tym na co najmniej 2 sekundy, gdyż jeszcze
chwilę po dotknięciu przez nas aparatu zamocowanego na statywie
pozostaną w nim drgania. Ustawiając zbyt długi czas
samowyzwalacza w plenerze, ryzykujemy, że w międzyczasie zerwie
się wiatr, co zepsuje nam ujęcie.
W starszych modelach aparatów przewidziano gwint na wężyk
spustowy, poprzez który możemy wyzwolić migawkę w ściśle
wybranym przez nas momencie. Trzeba jednak mieć na uwadze, iż
poprzez wężyk spustowy (zwłaszcza jeśli jest krótki) możemy
przenieść drgania na aparat, dlatego też tuż przed samym
wyzwoleniem migawki starajmy się trzymać wężyk nieruchomo.
Dotyczą głównie makrofotografii
flory w terenie
Do zdjęć makro zwykle najlepsze jest miękkie, rozproszone
światło, zwłaszcza w przypadku obiektów o mało jaskrawych
kolorach. Najłatwiej o takie światło wcześnie rano lub tuż przed
zachodem słońca. Wcześnie rano mamy szansę zastać na
fotografowanych obiektach rosę lub szron, które często
traktowane są jako elementy wzbogacające walory estetyczne
zdjęcia. W polowych warunkach trudno nam będzie symulować szron,
lecz w przypadku rosy jest to bardzo łatwe – wystarczy zabierać
ze sobą napełniony wodą skraplacz (np. po płynie do mycia okien).
Jednak nie przesadzajmy z tym efektem...
Uważajmy na kontrasty. Oświetlona
bezpośrednio padającymi promieniami słonecznymi część obiektu
będzie nawet o kilka stopni przesłony jaśniejsza od tej
pozostającej w cieniu. Ani dawniej film fotograficzny, ani
matryca współczesnego aparatu cyfrowego nam tego nie wybaczą i
zdjęcie będzie zbyt kontrastowe, z brakiem jakichkolwiek
szczegółów w światłach i cieniach włącznie. Łatwo jednak można
to złagodzić i nawet wykorzystać bardzo intensywne południowe
słońce. Z jednej strony możemy wykorzystać blendę (odbłyśnik),
który będzie odbijał światło słoneczne i trzymany pod odpowienim
kątem rozjaśni cienie. Z drugiej strony zbyt ostre promienie
słoneczne możemy rozproszyć trzymając nad fotografowanym
przedmiotem dyfuzor, np. grubą, matową folię. Bardzo dobrze się
do tego nadaje foliowa płachta A4 do przechowywania slajdów,
mająca jedną stronę matową.
Najlepiej korzystać z obydwu rozwiązań jednocześnie – będziemy
mieli wtedy obiekt bardzo równomiernie oświetlony. Jeśli mamy
aparat ustawiony na statywie, to nie potrzebujemy dodatkowego
umocowania dla blendy lub materiału rozpraszającego bezpośrednio
padające promienie słoneczne. Przy odrobinie wprawy będziemy je
trzymać w obydwu rękach, a i tak uda nam się wyzwolić spust
migawki (samowyzwalacz). Unikajmy fotografowania motywów
znajdujących się w całości w cieniu; nawet używając odbłyśników
zdjęcia wyjdą „bez życia”.
Regulacja ostrości pierścieniem na obiektywie wpływa na skalę
odwzorowania fotografowanego obiektu, musimy więc uważać, by nie
popsuć pieczołowicie ustawionej kompozycji. Ustawiając ostrość
często wygodniej jest nieznacznie przesuwać cały aparat wobec
obiektu.
Istotnym przeciwnikiem fotografii makro w plenerze jast wiatr.
Najdrobniejszy podmuch w trakcie wykonywania zdjęcia rośliny
może je doszczętnie zepsuć. Nawet jednak w całkiem wietrzny
dzień zdarzają się momenty, w których wiatr na chwilę ustaje, a
rozdygotany liść czy łodyga na chwilę nieruchomieją – mając
wszystko już ustawione należy poczekać właśnie na ten moment i
wyzwolić migawkę. Zwykle wiatr jest najsłabszy rano oraz
wieczorem, wtedy też najczęściej mamy najlepsze warunki
oświetleniowe (ciepłe, delikatne światło słoneczne padające spod
dużego kąta). Generalnie jednak ustalając dzień sesji
makrofotograficznej w plenerze, należy sprawdzić dzień wcześniej
prognozę pogody i jeśli będzie ona wskazywać na silny i
umiarkowany wiatr, najlepiej plany te zmienić.
Jeśli fotografujemy rośliny, dbajmy o to, aby nie było na nich
przebarwień, brudu, zarysowań, etc., chyba, że mają stanowić
zamierzony efekt. Powinniśmy bardzo dokładnie wybierać rośliny z
ich otoczenia – pozornie jeden kwiatek od sąsiedniego niczym się
nie różni, lecz gdy przyjrzymy się bliżej, to na jednym z nich
możemy znaleźć szpecące skazy. Na samym zdjęciu, zwłaszcza przy
dużym powiększeniu na ekranie lub odbitce, z pewnością ich nie
przeoczymy. Pył czy ziemię łatwo z fotografowanego okazu
zdmuchnąć, wystarczy użyć gumowej gruszki.
Im nasz obiektyw makro ma
dłuższą ogniskową, tym łatwiej ustawiać kadr tak, by tło było
estetyczne. Łatwiej nam uniknąć pozostawienia w tle kadru
elementu odbiegającego kształtem lub kolorystyką od całości,
albo takiego, który jest relatywnie zbyt ciemny lub jasny i
powodowałby zbyt duże kontrasty. Przede wszystkim obiektywy o
długich ogniskowych charakteryzują się wąską głębią ostrości, co
oznacza, że wszystko to, co znajduje się choćby tuż poza
płaszczyzną ostrości obiektywu, bardzo szybko staje się rozmyte
do utraty jakichkolwiek rozpraszających uwagę szczegółów. Często
właśnie wśród makrofotografów wybieranym rodzajem tła jest
bardzo rozmyta plama nieostrości, na której wyraźnie widać
główny obiekt. Dużo łatwiej o taki efekt, gdy posiadamy obiektyw
makro o ogniskowej w okolicach 100mm lub dłuższej, zamiast
standardu z pierścieniami pośrednimi.
Tekst i zdjęcia: Artur Matusik
kontakt:
amatusik@autograf.pl
|